21.1 C
Warszawa
22 lipca, 2024, 09:57
MigranciwPolsce.pl
Nilofar-Ayoubi

Nilofar Ayoubi #CoChceszPowiedziecSwiatu

[mkd_section_title pattern_style=”dark” title=”Nilofar Ayoubi #CoChceszPowiedziecSwiatu”]
Poznajcie historię Nilofar z Afganistanu, która wzięła udział w kampanii CO CHCESZ POWIEDZIEĆ ŚWIATU?

Nilofar przez pierwszą część swojego życia udawała chłopca. Kiedy miała trzy lata, bawiła się w rodzinnym Kunduzie na północy Afganistanu, zapomniała o zakryciu włosów i dosta­ła w twarz od mułły, który akurat przechodził obok. Kiedy opowie­ działa o tym rodzicom, ojciec nadał jej nowe imię – Walid – i przebrał ją w spodnie. Zawsze płynął pod prąd. Pochodził z konserwatywnej pasztuńskiej rodziny, ale całe życie walczył o wolność. Nilofar, jego najmłodsze dziecko, była mu szczególnie bliska, ale urodziła się za rządów talibów, będących u władzy od 1995 roku. Bał się, że nie po­ zna świata. Dlatego z córki stworzył syna, co jest popularną prak­tyką w Afganistanie, znaną jaka „bacza pusz”. Nilofar mogła dzięki temu sama wychodzić na zakupy, uprawiać sport i pełnić inne role zarezerwowane dla chłopców. Była szczęśliwa. Nikt się nie zastana­ wiał, jakie to będzie miało dla niej konsekwencje.

Co chesz powiedzieć światu fot. Marta Wotal. 4.jpg

– Wszystko się zmieniło, kiedy dostałam okres. Nikt mi nie powiedział, czego się spodziewać, bo to tabu, nawet między kobietami – mówi Nilofar. Ma piękną, dumną twarz. Czasem się uśmiecha, ale jej oczy są smutne. – Siostry przestrzegały, żebym uważała, bo jeśli będę zbyt dużo ćwiczyć karate, może mi pęknąć błona dziewicza, zacznę krwa­wić, przyniosę wstyd rodzinie i nigdy nie wyjdę za mąż. Kiedy przy­ szłam do domu po treningu, zobaczyłam krew i zaczęłam płakać. By­łam przerażona i powiedziałam o tym przyjaciółce. Wytłumaczyła mi, czym jest okres i jak zabezpieczyć bieliznę, ale kilka miesięcy później mama zauważyła plamy na spodniach. Wtedy z ojcem postanowili, że muszę znów stać się dziewczynką. Nie wiedziałam, co zna­ czy być kobietą, ale czułam, że moja wol­ność dobiegła końca. Od tej pory rzadko opuszczałam dom. Miałam depresję i my­śli samobójcze. Nigdzie nie pasowałam.

Nilofar wyrosła na szczupłą, wysoką nastolatkę, której nagle zapragnęli męż­czyźni. Koledzy z klasy, a nawet nauczyciele prosili rodziców o jej rę­kę. Ona odmawiała, bo chciała kontynuować edukację. Za zgodą oj­ ca przeniosła się do Kabulu i zdobyła stypendium w szkole handlo­wej w Indiach. Byle jak najdalej od Afganistanu.

– Całe życie byłam bardzo blisko z ojcem. Nauczył mnie krytycz­nego myślenia, zaszczepił poczucie niezależności – na twarzy Nilo­far maluje się determinacja. – Obroniłam pracę licencjacką i wtedy zawalił się mój świat ­ tata zmarł na zawał w 2015 roku. Wróciłam na pogrzeb do Kunduzu i tam poznałam mojego przyszłego męża. Małżeństwo zostało zaaranżowane przez mamę, która przeczu­wała, że jeśli znów wyjadę za granicę, to straci mnie na zawsze.

Ahmad Komail był od niej o dekadę starszy. Nilofar przyzna­ła, że nie umie gotować ani sprzątać, chce za to pracować i cie­ szyć się wolnością. Ku jej zaskoczeniu Ahmad powiedział, że to mu nie przeszkadza. Sam prowadził grupę medialną mającą na celu propagowanie wolności słowa. Kiedy Nilofar wyszła za mąż, miała 20 lat. W ciągu kilku lat urodziła trójkę dzieci: Armaana, Maryam i Marię. Miała nianie, kucharkę, szofera i czuła się wolna. Jej życie miało się wreszcie rozpocząć.

Rok po ślubie otworzyła pierwszy biznes. Eksportowała na cały świat ręcznie szyte afgańskie dywany, realizowała zamówienia dla Versace i innych luksusowych marek. Potem założyła własną linię odzieżo­wą i salon z sukniami ślubnymi, zatrudniała 300 kobiet. Nawet w jej fabryce mebli stoły i krzesła wykonywały kobiety stolarze. Dwa la­ta temu otworzyła showroom w bogatej dzielnicy Kabulu. Od cza­su, kiedy zmalały wpływy talibów po 2001 roku, ludzie odetchnęli, pojawił się internet, kobiety zyskały większe prawa, na ulicach w jej części miasta nosiły krótkie topy, dżinsy z dziurami, nie zakrywały głów. Ale gdzie indziej były dyskryminowane. Zaraz po ślubie Nilo­far zaczęła walczyć o prawa kobiet. Dołączyła do kampanii #where­ismyname rozpoczętej na Twitterze przez Laleh Osmani. – Publicz­ne używanie imienia kobiety może być uznane za zniewagę. Wielu afgańskich mężczyzn niechętnie wypowiada imiona swoich sióstr, żon czy matek. Kiedy kobieta jest chora, lekarz nie może wpisać jej danych na recepcie, a kiedy umiera, jej nazwisko nie pojawia się na akcie zgonu ani nagrobku – Nilofar nieznacznie podnosi głos. – Dzię­ki naszym działaniom rząd afgański wprowadził w 2020 roku prawo zezwalające na wpisanie nazwiska matki w dokumentach jej dzieci. Teraz jednak wszystko wróciło do punktu wyjścia. 7 maja 2022 r. minister cnót i występków Afganistanu ogłosił dekret nakazujący kobietom pozostać w domach i nie pracować poza nimi oraz zakry­cie całego ciała w miejscach publicznych, włącznie z twarzą. Wcze­śniej odebrano dziewczynkom prawo do edukacji powyżej szóstej klasy szkoły podstawowej. Terroryści nienawidzący kobiet powrócili.

220510_WysokieObcasy_MW_1388.jpg

Nilofar straszono, że za swój niewyparzony język zostanie na nim powieszona w piekle. Odkąd zaczęła w mediach bronić praw kobiet i krytykować talibów, grożono śmiercią jej i rodzinie. Mimo to nie ucie­ kła z kraju. Cały czas miała nadzieję, że radykałowie religijni jednak nie dojdą do władzy. Ale po chaotycznym wycofaniu się z Afganistanu wojsk amerykańskich stało się jasne, że kobiety stracą tak ciężko wywalczone prawa. W sierpniu 2021 ro­ ku, w dniu, w którym upadł Kabul, jej showroom rano był jeszcze otwarty. Dopiero około dziesiątej Nilofar zosta­ła ostrzeżona przez siostrę, że szuka­ ją jej talibowie. Wtedy ukryła się wraz z mężem i dziećmi. – Byłam pewna, że niedługo zginę i chciałam opowiedzieć swoją historię dziennikarzom. W ten sposób poznałam polskiego reportera Michała Żakowskiego, który uratował mi życie. Ale przez te trzy dni w kryjówce odchodziłam od zmysłów, bo 15 uzbrojonych mężczyzn szukało mnie w całym Kabulu. Nie ba­ łam się o swoje życie, tylko o dzieci. Gdy Michał zadzwonił, że zna­ lazł nam miejsce w polskim samolocie ewakuacyjnym, nie wahali­śmy się z mężem ani chwili.

Nilofar, Ahmad i ich trójka dzieci w Polsce znaleźli się w ośrodku dla uchodźców. – Mieszkaliśmy w jednym pokoju trzy na cztery me­try. Ciągle spałam, miałam poczucie winy, że zostawiłam w Afgani­ stanie rodzinę i przyjaciół. Trochę odetchnęłam, gdy wynajęliśmy własne mieszkanie, ale odkąd wybuchła wojna w Ukrainie, jestem znów niespokojna. Razem z organizacją Humanosh pojechałam do Lwowa z ciężarówką lekarstw. Pracuję dorywczo w jednej z afgań­skich gazet, mąż nie ma pracy. W ogóle nie śpię. Znów mam depresję i biorę leki, by wstać rano z łóżka. Ludzie myślą, że jestem bogata, bo mam drogi zegarek i eleganckie ubrania, ale to tylko fasada. To jedyne rzeczy, które zostały mi z poprzedniego życia.

Nilofar tęskni za mamą, która ukrywa się w Kabulu. – Nie chciała­ bym, żeby ktoś pomyślał, że jestem arogancka, ale tęsknię za szacun­kiem, jakim mnie darzono. Byłam młodą, przedsiębiorczą kobietą, która mimo dyskryminacji odniosła sukces. Teraz jestem uchodź­ czynią. Nikim. Ratują mnie polscy przyjaciele, którym zawdzięczam życie. Jestem wdzięczna Polakom za gościnę, dostaliśmy zgodę na pobyt tymczasowy i za trzy lata możemy liczyć na azyl polityczny. Chcę się odwdzięczyć za to, co dostałam, uczę się polskiego i myślę o tym, jak dać wsparcie kobietom takim jak ja.

Tekst: Anna Pamuła / Martyna Wojciechowska / Wysokie Obcasy

Zdjęcia: Marta Wojtal

[mkd_separator type=”full-width” thickness=”1″]

Polecane wiadomości

Skip to content