Budzik nie dzwoni. Nie ma po co. Budzę się, bo tak działa ciało, chociaż czasami mam wrażenie, że robi to wbrew mnie.
Leżę przez chwilę. Odkąd straciłem nogę, wszystko zajmuje mi więcej czasu. A od udaru – jeszcze więcej. Każdy ruch to wysiłek. Każdy dzień to walka, choć nie wiem, po co.
W końcu wstaję. Wsiadam na wózek – to moja codzienność, do której dawno się przyzwyczaiłem. Jadę do sklepu. Nie mam wielu rzeczy do kupienia. Chleb. Może coś do chleba, jeśli ceny nie skoczyły znowu w górę. Wracam. Jem powoli, a potem… potem jest pustka. Dzień się toczy. Przesiedzę go w ciszy, może włączę radio. Nie czekam na nic. Nie planuję. Nie marzę.
Ale w środę mam cel.
Na Żeromskiego 3 we Wrocławiu czeka na mnie paczka żywnościowa od Stowarzyszenia PORANEK, która daje mi pewność, że przez kilka dni nie będę musiał się zastanawiać, czy mam co jeść.
Czasem patrzę na innych, którzy tam przychodzą. Nie pytam, ale wiem, że nasze historie są podobne. Głód. Samotność. Bezsilność.
Gdybym mógł prosić o cokolwiek, poprosiłbym o jedno – żeby ta pomoc trwała. Bo dla mnie i dla takich jak ja to nie dodatek do życia. To życie.
Twoje 1,5% podatku to dla mnie nie tylko ciepły posiłek, ale i nadzieja, że jutro będzie choć trochę lepsze.
𝗞𝗥𝗦: 𝟬𝟬𝟬𝟬 𝟰𝟰𝟱 𝟱𝟴𝟰
#Żyję #ale #czy #życie #Historia #codziennej #walki #Pana #Józefa..